wtorek, 11 kwietnia 2023

Rozdział 1

   Słońce powoli zniżało się na niebie, zabarwiając je na złoto pomarańczowy  kolor. Woda w jeziorze lśniła oświetlana jego promieniami a zwierzęta korzystały z ostatnich chwil dnia i skubały trawę na rozległych łąkach sawanny. Korony pojedynczych, wysokich drzew rosnących na równinie skąpane były w jasnym blasku. 

   Uwielbiałam ten widok. Przychodziłam tu właściwie tak często jak tylko mogłam. Wszystkim lwom wystarczało życie na kamienistych i górzystych terenach należących do Plemienia Słońca, ja jednak od zawsze... Czasami zastanawiałam się, czy nie chciałabym może czegoś innego. Oczywiście rozumiałam, że jest tam niebezpiecznie i nigdy nie zapuściłabym się samotnie na sawannę. Wprawdzie nie pochodziłam z Plemienia ale to nie ważne - teraz mieszkałam tutaj i nic innego nie miało znaczenia. Mimo wszystko lubiłam obserwować ten krajobraz. Był taki spokojny, piękny i w pewnym stopniu znajomy.



   Nagle drgnęłam usłyszawszy kroki za moimi plecami. Odwróciłam się szybko i zobaczyłam kremowego lwa z niewielką czerwoną grzywą idącego w moją stronę. Zehido.

- Cześć Imani - powiedział  siadając obok mnie. - Jak tam nastrój przed ceremonią? 

Wiedziałam, że nie przyszedł porozmawiać ze mną bez powodu. Musiało mu się bardzo nudzić, prawdopodobnie osoby z którymi wolałby w tej chwili przebywać poszły na polowanie bez niego. Jakkolwiek było nie zamierzałam mu tego teraz wypominać.

- Cześć - odparłam i zastanowiłam się przez chwilę. - Jeśli chodzi o ceremonię to... Chyba w porządku - wzruszyłam ramionami nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. 

 Ceremonia... Temat o którym rozmawiali ostatnio dosłownie wszyscy. Oczywiście rzadko sama włączałam się w takie rozmowy ale doskonale wiedziałam co sądzą o tym inni. Podobno najważniejsze wydarzenie w życiu młodego lwa, dzięki któremu dowiemy się wiele o sobie a także będziemy mieli szansę poznać przyszłość. Z rozmów starszych lwów wynikało jednak, że wyprawa na Liściaste Wzgórze to właściwie nic takiego, szamani mieszkający tam dadzą nam kilka porad i to wszystko. Nie nastawiałam się więc jakoś specjalnie.

- Nie cieszysz się? Przecież to jest bardzo ekscytujące, nie mogę doczekać aż dowiem się jaka przyszłość mnie czeka! - zawołał Zehido.

Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć usłyszałam  zza pleców głos:

- Może podekscytowani są tylko ci, którzy wiedzą, że mają szansę na ciekawą przyszłość?

Lotis. Wiedziałam, że nie odpuści sobie tej okazji. Jako córka przywódcy stada wydawała się przekonana, że jest lepsza od wszystkich innych lwów. Zwłaszcza ode mnie bo przecież byłam "obca". Złota lwica podeszła do nas. Kiedy zobaczyłam niezadowoloną minę Zehido zrobiło mi się go nawet żal. Byli zaręczeni od kiedy byli lwiątkami a Lotis usilnie próbowała zbliżyć się do niego spędzając przy nim każdą wolną chwilę. Nie zamierzałam wchodzić z nią w żadne dyskusje.

- A może podekscytowani są ci, którzy wierzą w bajeczki dla lwiątek - prychnęłam i szybko wyminęłam ją i Zechido, odchodząc w stronę jaskini gdzie mieszkało Plemię Słońca. Miałam szczerą nadzieję, że ta cała ceremonia i rozmowy z nią związane szybko się zakończą.

                            ✧・゚:*✧・゚:*





Podobał się Wam ten rozdział? Co sądzicie o wprowadzonych tutaj bohaterach? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach!

1 komentarz:

  1. Bardzo intrygujący rozdział. Lotis z pewnych względów przypomina mi Danielle z Elementals(przerażające flasbacki z przeszłości atakują). Mam nadzieję, że jednak swoją postać ciekawie rozwiniesz. Wydaje mi się, że Zehido podkochuje się w Imani. Poza tematem to bardzo ładnie wyszedł Ci obrazek.

    Porównując ten blog ze starym zrobiłaś duży progres. Lepsze obróbki, lepsza składnia i dość obiecujący początek. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń

Rozdział 3

 Nadszedł w końcu ten dzień. Wszyscy obudziliśmy się przed świtem, ponieważ według tradycji na Liściaste Wzgórze należało przybyć bardzo wcz...